Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


Rozdział 1

-I jak poszło? - zapytała Kate, gdy tylko John wszedł do mieszkania.
-Nieźle, sądzę, że całkiem nieźle – John zdjął kurtkę oraz buty. Przywitał się z żoną.
-Wyglądasz na zmęczonego... Weź gorącą kąpiel a ja przygotuje herbatę.
John kiwnął tylko głową i poszedł do łazienki. Odkręcił wodę, zdjął ubranie po czym wszedł do wanny. Leżał z zamkniętymi oczami rozkoszując się ciepłem powoli okrywającym całe jego ciało. Był z siebie zadowolony. Testy sprawnościowe poszły całkiem nieźle. Psychologiczne miał tydzień temu i zdał je z bardzo dobrym wynikiem. Miał duże szanse, szczególnie, że dr. Milgread, nadzorujący cały projekt był jego przyrodnim bratem i zarazem najlepszym przyjacielem. O samym projekcie wiedział niewiele – tylko to, że wiązał się z wyjazdem do Egiptu, był podobno niebezpieczny oraz cholernie dużo można było na nim zarobić, a właśnie pieniędzy najbardziej mu teraz brakowało. Kate dwa miesiące wcześniej straciła prace. Jego pensja, po spłaceniu raty kredytu za mieszkanie oraz opłaceniu wszystkich rachunków pozwalała zaledwie na bardzo skromne życie. Dodatkowo za trzy miesiące miał pojawić się u nich trzeci członek rodziny a to wiązało się z  dużymi kosztami. Z tych powodów bardzo mu zależało, by dostać się do tego projektu. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, lecz uważał, że warto. Gdy wodą przykryła już prawie całe jego ciało zdecydował, że wystarczy mu kąpieli. Szybko się umył. Po kilku minutach, ubrany tylko w świeże bokserki wyszedł z łazienki.
-Zrobiłam ci herbatę, chodź do kuchni, wszystko mi opowiesz.
-Momencik, tylko coś ubiorę na siebie – odpowiedział. Z garderoby wybrał ciemne jeansy oraz koszulkę z dziwnym napisem, którego nigdy nie był wstanie rozczytać. Wszedł do kuchni, usiadł przy stole, naprzeciwko Kate.
-No opowiadaj, strasznie jestem ciekawa jak wszystko poszło?
-Dobrze... Testy na basenie poszły mi najlepiej, bieganie troszkę gorzej ale nadrobiłem testami wytrzymałościowymi. A i okazało się, że całkiem celnie strzelam z broni...
-Z broni? - przeraziła się Kate – A po co to?
John nie powiedział Kate, że projekt wiąże się, podobno, z dużym niebezpieczeństwem. Nie chciał jej niepokoić. Mogłaby próbować go zniechęcić a tak bardzo potrzebowali teraz pieniędzy.
-Ha – uśmiechnął się lekko nerwowo – to już tak tylko dla zabawy. Dla relaksu zorganizowali nam konkurs strzelecki.
-Na pewno nic ci nie będzie tam grozić. Tak mało o tym wiemy? Nie zastanawiałeś się czemu nic nie wiadomo na temat tego projektu?
-Spokojnie – objął ją i przytulił – Wszystko jest pod kontrolą, nie ma żadnego nie bezpieczeństwa. Prawda, mamy mało informacji, ale akurat informacji o zagrożeniu nie mieliby prawa zataić, więc coś bym wiedział. Nie martw się tym. Jeśli tylko uda mi się zakwalifikować to skończą się nasze problemy finansowe. A teraz tylko tego nam brakuje. Chcę zapewnić naszemu dziecku i tobie jak najlepsze warunki i to mi w tym pomoże. - Dopił herbatę – Zmęczony jestem, idę spać. Jutro spędzimy cały dzień razem bo po testach przysługuje jeden dzień wolnego. No maleńka, nie przejmuj się bo nie ma czym. Trzymaj tylko kciuki żebym się dostał...


Rozdział 2


Niewiele pamiętał z początku. Pamiętał pole, pamiętał las w oddali. Pamiętał siebie nic nie pamiętającego oraz dwójkę ludzi. Pamiętał ból i pamiętał strach. To były obrazy w jego głowie. Jakim sposobem znalazł się w mieście – nie wiedział. Faktem jednak było, że wywołał dość spore zamieszanie. Siedział w jakimś pomieszczeniu, chyba w jakimś urzędzie. Człowiek siedzący naprzeciwko niego rozmawiał z lustrem.
-Chyba go mamy. Nie sądziłem, że może się to zdarzyć w moim okręgu ale wygląda na to, że podmiot ze sprawy A221/2331 pojawił się właśnie w moim okręgu...
-To nie możliwe – odparło lustro
-Jak to nie możliwe? Pojawia się tak z powietrza, jest nagi, nic nie pamięta, błękitne oczy, oraz co chyba najważniejsze ciemne włosy. Wszystko się zgadza.
-Wyślemy po niego oddział. Jeśli się okaże, że coś kręcisz wiesz co cie czeka...
-O... - widać było, że groźba ta przestraszyła mężczyznę – nic nie kręcę, nie. Nasz mag sprawdził tych co go tu przyprowadzili, nie kłamali. Chcieliśmy zbadać też podmiot, ale mag powiedział, że jego mózg na razie nie pracuje zbyt dobrze i dla jego bezpieczeństwa powinniśmy poczekać więc...
-Niech kurwa nikt nie ośmiela się robić czegokolwiek z podmiotem. Ma czekać na nas. Jeśli ktoś będzie w nim grzebał to...
-Rozumiem, rozumiem. Będziemy czekać – Mężczyzna przejechał ręką po lusterku, po czym dodał sam do siebie – Co za chuje. - Spojrzał na człowieka siedzącego przed nim. - Jak masz na imię?
-Erh... - zakrztusił się mężczyzna nim cokolwiek powiedział
-Dziwne imię... ale dobre... dobre dla podmiotu... takie no oryginalne. Tak więc mój drogi Erh jesteś mym błogosławieństwem, dzięki tobie będę bogaty. Pozwolisz, że strażnik odprowadzi cie teraz do twojej celi. Wybacz niewygody, ale jesteśmy dość biednym okręgiem. Za to postaramy się nadrobić opieką, jeśli sobie czegoś życzysz to poinformuj strażnika. - Strażnik pomógł mężczyźnie wstać. Urzędnik zwrócił się do strażnika – tylko delikatnie proszę z nim. Jest bardzo cenny, to podmiot – powiedział z dumą – Nakarmcie go. Tylko skocz po coś do karczmy, nie zmuszajmy go do jedzenia więziennego świństwa. A ty Erh pamiętaj – chcesz czegoś to mów.
- No idziemy Erh – powiedział strażnik
- Erh... - ponownie zakrztusił się mężczyzna
- Tak wiemy. Tak masz na imię – po tych słowach Erh stracił przytomnośc.

Rozdział 3


-Siadaj John – powiedział dr. Milgread, wskazując mu krzesło – Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki Mike – odparł John – Po co mnie wezwałeś? Są już wyniki?
-Tak, mamy już wyniki.
-I?
-Przykro mi John...
-Cholera.
-Byłeś na serio blisko, ale zabrakło...
-Paru punktów? Paru pieprzonych punktów? -John wstał z krzesła, mówił podniesionym głosem – Mike, kurwa czy ty zdajesz sobie sprawę jak bardzo mi na tym zależało. Nie mogłeś?
-Szczęścia, zabrakło szczęścia. I jeśli chodzi o twoje pytanie to odpowiedź brzmi nie. Nie mogłem ci pomóc. Sprawa nie jest taka prosta.
-Przecież jesteś szefem całego projektu! Więc nie wciskaj mi kitu.
-Szefem naukowym całego projektu. Są ludzie wyżej ode mnie. Szczerze mówiąc... John to musi zostać między nami – jego twarz była wyjątkowo poważna – Nie zabrakło ci żadnych punktów tylko odrobinę szczęścia. Dostałbyś się gdyby nie fakt, że byłeś najsłabszy z całej piątki, która się zakwalifikowała a tuż za tobą był synalek kogoś ważnego, kogoś dużo ważniejszego niż ja. Miałeś pecha starym, a ja nie wiele mogłem zrobić. W sumie to nic nie mogłem zrobić
-Przepraszam Mike – John usiadł na krześle – Czyli wszystko stracone. Nie dostałem się.
-Nie dostałeś się ale jesteś pierwszy na liście rezerwowych. Rozpoczniesz trening razem z pozostałymi chłopakami. Jeśli któryś z nich wymięknie, w co wątpię, lub z jakiś innych powodów nie będzie mógł podjąć się zadania ty zajmiesz jego miejsce.
-Czyli nie wszystko stracone – powiedział ironicznie John – Jeśli, któryś z nich się popłacze i pojedzie do mamusi to... cholera Mike to się nie stanie. A co innego może się wydarzyć w ciągu tygodniowego treningu? Co powiedz mi co?
-Kontuzja – odparł Mike – Chyba tylko na to możesz liczyć.
-A pieniądze? Będą z tego jakieś dodatkowe pieniądze.
-Jako rezerwowy nie masz co liczyć na kasę którą dostanie pozostała piątka ale na pewno coś na tym dodatkowo zarobisz.
-Zawsze coś...
-Będzie miał kto się zaopiekować Kate przez ten tydzień, jak nie będzie cię w domu?
-Chyba będzie musiała pojechać do rodziców.
-Ok. Jakbyś czegoś potrzebował to daj mi znać John. I ciesz się z tego co masz.
-Ta... wiem, wspaniałą żonę i dziecko w drodze...
-Eee... To też – zaśmiał się dr. Milgread – ale chodziło mi, że jesteś rezerwowym, zawsze jakieś dodatkowe pieniądze.

Rozdział 4


Erh dostał jedzenie. Lekko nieskoordynowanymi ruchami zjadł coś co chyba było (kiedyś) królikiem. Niedługo później zwymiotował. Siedział na pryczy i próbował sobie cokolwiek przypomnieć. Kim jestem – pytał sam siebie. Siedział tak wpatrując się w ceglaną ścianę, nie wiedząc co ma robić. Nawet nie wiedział czy ma się bać. Najwyraźniej był kimś istotnym. Nie wiedział tylko czy potrzebnym czy z jakiś powodów groźnym. Nagle do celi wszedł strażnik.
-Zaraz się zacznie – powiedział – już nie mogę się doczekać.
-Co się zacznie? - zapytał drżącym głosem Erh
-Mam nadzieje, że informacja dotarła do Nemeta. O rany, już się nie mogę doczekać. - spojrzał na Erha – Nie bój się, jestem dobrze przygotowany. Wiem co mam robić. - Strażnik zamilkł. Wpatrywał się w więzienne drzwi, wyraźnie czegoś oczekując. Trwało to już dobre parę minut. Strażnik zaczynał się denerwować.
Nagle drzwi się otworzyły. Stał w nich szczupły mężczyzna, ubrany w lekko podartą odzież. W ręku trzymał miecz.
-Przepraszam za spóźnienie – wysapał.
-Nic się nie stało  - odparł poddenerwowanym głosem strażnik
-To twój pierwszy raz?
-Tak... Trochę się denerwuje, nie wiem czy sobie poradze.
-Nic się nie bój. Na pewno sobie poradzisz. Ja już jestem trochę doświadczony i powiem, że to dość proste. Choć przyznam się, że sam się trochę denerwuje. Jak do tej pory to najgrubsza sprawa.
-I mój debiut – strażnik lekko się uśmiechnął – To co? Zaczynamy.
-Zaczynamy.
Strażnik wyciągnął swój miecz, odkaszlnął i powiedział strasznie sztucznie
– Och, widzę Nemecie, żeś przybył by uratować duszę tegoż tutaj...
-Co kurwa? Po jakiemu ty mówisz? Nie możesz normalnie?
-Przepraszam, jak byłem w Hilit, za dzieciaka to matka zabrała mnie do teatru i tam tak mówili, myślałem, że w takich sytuacjach tak się mówi... - odparł skruszony strażnik.
-Nie, raczej nie... Zaczynaj jeszcze raz.
-Och, Nemet! Co ty tu robisz? – Nemet uniósł do góry kciuk by pokazać, że strażnikowi idzie świetnie.
-Przybyłem po wybrańca. On nas uratuje od złego króla. Jest naszym wyzwoleniem. Nie zmuszaj mnie bym cię zabił.
-Nigdy! - krzyknął z entuzjazmem strażnik. Zaczęli walczyć. Walczyli dość powoli, uważając by przypadkiem jeden drugiemu nie zrobił krzywdy. W końcu Nemet powalił na ziemię strażnika, asekurując go tak by ten nie zrobił sobie krzywdy.
-I jak? -spytał strażnik
-Jak na pierwszy raz to całkiem nieźle. A teraz bądź nieprzytomny. - podszedł do Erha.
-Kim jesteś?
-Nazywają mnie Nemet. Przybyłem by cię uwolnić wybrańcze. Jeśli ci życie miłe choć ze mną. Erh wstał. Razem wyszli z celi. Idąc korytarzem mijali leżących na ziemi strażników. Część z nich się uśmiechała. Jeden nawet im pomachał. Erh nie rozumiał o co chodzi. Szli jednak dość szybko i nie było jak spytać się o wyjaśnienie.


Rozdział 5


Treningi odbywały się w zamkniętym ośrodku. Po zakończeniu pierwszego dnia treningu, wszyscy siedzieli razem we wspólnym pokoju.
-Jakoś na zajęciach nie było czasu się poznać. A skoro będziemy razem pracować to fajnie by było wiedzieć z kim – zaśmiał się wysoki, umięśniony blondyn – Ja zacznę. Porucznik Robert Darring, z Marrinsów. Jestem z Toronto.
-Dr. James Kwiatkowsky, fizyk, pochodzę z Polski, choć większość czasu spędziłem tutaj.
-Sądziłem, że wszystkie mózgi to cieniutkie okularniki – zaśmiał się Bob
-Prawie wszystkie – zaśmiał się James
-To co moja kolej panowie – powiedział zarówno najstarszy jak i chyba najlepiej ze wszystkich zbudowany – Alex Brian, z Dallas jestem szefem szkoły ochroniarskiej, wcześniej projektowałem broń i na tym się chyba najlepiej znam.
-Na imię masz Alex czy Brian? - zapytał fizyk
-Alex.
-John... - zaczął John, lecz przerwał mu rudzielec, który się jeszcze nie przedstawil.
-Travolta!!! Haha, sorry John... - zorientował się, że nikogo nie rozśmieszył jego miernej jakości żart. - Wybacz, kontynuuj.
-John Deck, jestem inżynierem. Jestem tu rezerwowym.
-O to musimy na ciebie uważać – Zaśmiał się Bob – Pewnie zrobisz wszystko, żeby stać się pełnoprawnym członkiem. Będziemy mieli cię na oku stary. Nie dosypiesz mi środków na sraczkę do piwa...
-Nie będzie tu żadnego piwa Panie Darring – powiedział ubrany na biało mężczyzna stojący w drzwiach. Nikt nie zauważył jego wejścia – świetnie, że panowie się zapoznają. Będą panowie musieli dokończyć to wieczorem, gdyż teraz czas na spotkanie organizacyjne. Za 10 minut, w sali 200. Proszę iść niebieskim śladem, który wyświetli się na podłodze. Do zobaczenia więc panowie – powiedział mężczyzna wychodząc.
Szóstka mężczyzn spojrzała na siebie.
-Viktor – przedstawił się rudzielec
-Stan – powiedział ostatni z nich. Wszyscy zaczęli się przygotowywać do wyjścia.

Rozdział 6


Długo szli przez las. Nemet nie odpowiadał na żadne z pytań Erh'a. W końcu dotarli do miejsca przeznaczenia. Było to niewielkie obozowisko. Kilka namiotów rozstawionych wokół ogniska. Czekało na nich około dziesięciu mężczyzn.
-Witaj Nemet. Fajnie, że jesteś, zostawiliśmy ci – spojrzał na Erh'a – znaczy się wam trochę jedzenia. Kogo przyprowadziłeś?
-Podmiot,  A221/2331. Chodziłem po mieście, gdy się ze mną skontaktowali. Rany, jak ja zgłodniałem, nawet nie wiecie na jakich głąbów natrafiłem jak go uwalniałem. Dawajcie żarcie
-A221/2331? Ten co ma spłodzić syna z królewną by ten...
-Nie, Nie... To co mówisz to A221/2311, zresztą sprawa już nieaktualna.
-O co tu w ogóle chodzi? – zapytał Erh.
-Jest NŚ??
-Wszystko masz w aktach. Oczywiście, że jest NŚ.
-Faajnie, trochę więcej babrania, ale zysk sporo większy.
-Dobra – Nemet zwrócił się do Erh'a – Sprawa wygląda tak. Jesteś wybrańcem. Pojawiłeś się nie wiadomo skąd na polu. Zły król chciał cię zgładzić, gdyż zgodnie z przepowiednią ty ratujesz królestwo oraz podmieniasz go na stanowisku króla. Jako dobry i miłościwy władca, nie zabijasz go. Wręcz przeciwnie jako człowiek wielkiej odwagi i dobrego serca przemawiasz mu do rozsądku i odmieniasz jego życie.
-Hehe – powiedział jeden z kompanów Nemeta – Chłopaki! Wyobrażacie sobie co by było jakby miał zabić króla. No ja na miejscu króla to bym się nieźle wkurzył – reszta wybuchnęła śmiechem.
-Ale ja...??? - Powiedział Erh dalej do końca nie rozumiejąc co się dzieje.
-Żadnego ale. Dziś się bawimy a jutro wypełniamy przepowiednie. I stało się dokładnie tak jak powiedział. Polało się dużo alkoholu, jeszcze więcej wypito. Erh bawił się razem z nimi, dowiedział się dużo ciekawych informacji jednak jak to bywa podczas używania alkoholu – następnego dnia nic nie pamiętał.







Rozdział 7

Gdy wszedł dr. Milgread wraz z towarzyszącą mu kobietą na sali zapanowała cisza. Oprócz szóstki wybrańców było tam jeszcze kilku strażników.
-Dobry wieczór panom. - rozpoczął Milgread stojąc naprzeciwko siedzących mężczyzn – Jak wiecie nazywam się dr. Milgread i nadzoruje ten projekt. Zacznijmy od formalności. Panno Mils, proszę to rozdać panom – powiedział dając jej plik kartek. - Panom strażnikom już podziękujemy, poradzimy sobie bez was panowie. - po tych słowach strażnicy, lekko zaskoczeni opuścili pomieszczenie. Dr. Milgread kontynuował – To co dostajecie jest to deklaracja, że wszystko czego się tu dowiecie musi pozostać tajemnicą. Pod groźba dożywotniego więzienia. Jak dowiecie się panowie z tekstu, jeśli zaistnieje podejrzenie, że możecie komuś coś zdradzić istnieje możliwość zastosowania tymczasowego aresztu, na czas nieokreślony. Ale proszę się nie martwić. Tylko w sytuacjach wątpliwych. Jeżeli panowie będą postępować fair to i my będziemy fair. - John zaczął czytać umowę. Zauważył, że rudzielec podpisał bez czytania, reszta postąpiła tak jak John. Treść była praktycznie w stu procentach zgodna z wyobrazeniem Johna na temat deklaracji dotrzymania tajemnicy państwowej. Po jakimś czasie kobieta, zebrała 6 podpisanych kartek.
-Dobra, skoro formalności mamy już za sobą czas na wyjaśnienia. Zostaną panowie wysłani w przeszłośc.
Po chwili ciszy cała szóstka się zasmiała. Gdy jednak zobaczyli, że dr. Milgread się nie śmieje, spoważnieli.
-Pan chyba nie mówi poważnie – powiedział Bob.
-A jednak. Nie do końca w przeszłość ale bez solidniejszego wyjaśnienia taka wersja jest najbardziej zbliżona do prawdy. Dobra zacznijmy jednak od początku. Istniało dotychczas wiele teorii na temat czasu, teraz – z powodu pewnych przyczyn, o których opowiem później – pojawiła się nowa. Wygląda na to, że jest ona najlepsza. Podszedł do tablicy. Narysował pionową linię zakończoną strzałką wskazującą górę.
-To jest oś naszego czasu, góra to przyszłość – dorysował drugą linie równolegle do pierwszej. - To jest równoległy świat do naszego. Nie różni się praktycznie niczym, jedyna różnica to jest...hmmm... fakt przesunięcia czasowego – Na pierwszej linii zaznaczył punkt. - To jest nasze teraz. Dla uproszczenia przyjmijmy, że wstrzymaliśmy czas. Znajdujemy się w obrębie jednego „teraz”, które nie przesuwa się w górę. W świecie równoległym moment odpowiadający naszemu teraz znajduje się odrobinkę niżej – swoje słowa zilustrował zaznaczeniem punktu na drugiej linii. - Jak widzicie nasze „teraz” znajduje się wyżej niż to alternatywne „teraz”. Takich linii jest nieskończenie wiele, jedna obok drugiej, tworzą one płaszczyznę. Łącząc wszystkie punkty „teraz” uzyskalibyśmy ukośną linię.
-Funkcje teraźniejszości dla zmiennej będącej numerem równoległego świata - powiedział z entuzjazmem Stan.
-Można tak to nazwać, jeśli pomoże to panu zrozumieć. Ok, lecimy dalej. Klasyczna teoria podróży w czasie zakłada przemieszczanie się w górę i w dół po nitce naszego czasu. Według tej teorii nie jest to możliwe.  W tym przypadku możliwe jest poruszanie się w osi poziomej, takie skakanie z nitki na nitkę. Oczywiście jest nie jest to ruch skokowy, lecz płynny. Spowodowane jest tym, że nie ma przerw między nitkami. Między „naszą” nitką a nitką przesuniętą czasowo o powiedzmy sekundę znajduję się między innymi nitka przesunięta o pół sekundy i tak w nieskończoność. Przemieszczając się w lewo lub w prawo nie przenosimy się tak naprawdę w czasie tylko podróżujemy do światów równoległych, które są idealnym odzwierciedleniem naszej rzeczywistości lecz później lub wcześniej. Jeśli przeniesiemy się w poziomie odpowiednio daleko wylądujemy w starożytności świata równoległego. Idealnie takiej samej jak nasza. Idąc w drugą stronę możemy poznać przyszłość. Może być to bardzo przydatne. Jeśli na przykład jest nam pisana zagłada z powodu uderzenia meteorytu, wiedząc o tym z wyprzedzeniem, być może będziemy wstanie temu zapobiec lub choćby się przygotować
-Nie sądzę – powiedział John
-Słucham?
-Skoro nasze światy są  identyczne to również w tamtym świecie, ktoś się o tym dowiedzieliśmy i pomimo to nie udało się nam... znaczy im uratować. Nie mam racji?
-Prawie. Nie wspomniałem jeszcze o jednej rzeczy. Ta teoria wyklucza takie przypadki. Tutaj nie jest możliwe zostanie ojcem samego siebie ani to o czym mówisz. Gdyby nie jeden czynnik to teoria ta byłaby rozciągnięta wszerz klasyczną teorią podróży w czasie. Różnice jest jednak znacząca. Nie w każdej wersji naszej rzeczywistości da się podróżować w czasie. Tak naprawdę jest to bardzo rzadkie zjawisko. Uzależnione jest to od czynnika losowego. Czynnikiem tym jest pojawienie się tunelu umożliwiającego takie podróże. Czy pojawia się tylko na jednej nitce czy na kilku na danym obszarze tego nie wiadomo. Ważne jest, że taki tunel pojawił się właśnie u nas.
-W Egipcie? - spytał John
-Tak – padła odpowiedź – Waszym zadaniem będzie podróżowanie w czasie – zarówno w przeszłość jak i przyszłość. W przeszłość w celach badawczych w przyszłość w celach ochronnych. Będziecie zbierać dane, które kiedyś oby nigdy być może uratują naszą rzeczywistość. Dodam jeszcze, że nie będziemy reagować na wojny, klęski żywiołowe dopóki nie będą one zagrażały całej ludzkości.
-Albo samym Stanom – rzucił Bob
-Dokładnie, ale tylko w wyjątkowy sposób. Sprawa jest tajna. Wasze odkrycia nie mogą mieć wpływu na to co się dzieje na świecie. Mogłoby to spowodować zmiany, których skutków nie będziemy wstanie przewidzieć, lecz co najważniejsze zmniejszą wiarygodność wystąpienia u nas analogicznych zdarzeń co w innych rzeczywistościach. Dla tego też wszystko musi pozostać ściśle tajne. Reagować będziemy tylko w ostateczności.
-Czyli dowiadujemy się, że gdzieś na świecie jest klęską żywiołowa, w której giną setki ludzi i nic nie robimy? - spytał James.
-Tak. Mogli byśmy ich uratować lecz wiąże się to ze zbyt dużym ryzykiem. Działamy tylko w ostateczności. Wy panowie szukacie tylko ewentualnej zagłady ostatecznej. A, jeszcze jedno. Jeśli by coś poszło nie tak... tylko teoretycznie... to szansa, że odnajdziemy tą konkretną nitkę na której się znajdujecie jest praktycznie równa zeru. Dlatego wszczepimy wam nadajniki specjalnie do tego zaprojektowane. To  było wszystko jeśli chodzi o wprowadzenie. Teraz zapraszam was do gabinetu zabiegowego. Wszczepienie jest krótkie i bezbolesne. Potem czas na zasłużony odpoczynek.


Rozdział 8


Gdy rano się obudzili, wszyscy mieli kaca. Nikt nie chciał z Erh'em rozmawiać. Nikt nie chciał ponownie mu nic wyjaśniać. Pomimo złego samopoczucia wraz z Nemetem wyruszyli po posiłku. Szli pieszo, bo jak się okazało Erh niezbyt dobrze radzi sobie z jazdą konną.
-Gdzie idziemy? - zapytal Nemeta
-Do zamku króla, zdetronizować go.
-Tak po prostu? Beż żadnych przygotowań?
-Zamknij się dobra. Nie chce mi się gadać. Wszystko ci przecież wczoraj wytłumaczyliśmy. Po prostu rób co mówię. - To było jedyne co powiedzieli do siebie podczas tej rozmowy. Szli dość długo, w końcu dotarli do zamku. Zatrzymał ich strażnik. Nemet po cichu zamienił z nim parę słów. Brama została otwarta. Nemet wszedł, jednak gdy Erh próbował to zrobić drogę zagrodził mu strażnik kiwając przecząco głową.
-Co jest?
-Ty panie, musisz wdrapać się na mur. Wszystko musi być zgodnie z przepowiednią.
-Na mur??
-Nie martw się panie. W przepowiedni nie ma zakazu spuszczenia drabinki by ci to ułatwić. - strażnik wskazał głową drabinkę zwisającą z muru. Erh wzruszył ramionami po czym zaczął się wdrapywać. Jak się okazało, nie sprawiło mu to problemu, był całkiem sprawny. Po drugiej stronie czekał na niego Nemet.
-Chodź za mną – powiedział. Erh poszedł. Nemet wręczył mu niewielkich rozmiarów miecz. - Przyda ci się. Musimy załatwić każdego strażnika po drodze. Będzie ich sporo bo jak tylko się rozejdzie, że przepowiednia to się wszyscy zlecą. Tylko nie rób chłopakom krzywdy, większość z nich to porządni ludzie. Zgodnie z tym co powiedział, natknęli się po drodze na całkiem sporą ilość rozetnuzjazmowanych strażników. Wystarczyło dotknąć ich mieczem by padali na ziemię. Każdy kolejny próbował nadać swojemu upadkowi coraz więcej dramatyzmu. Jedni jęczeli, inni wili się udając drgawki przedśmiertelne. Erh nie do końca wiedział o co chodzi. W końcu dotarli do wielkich drzwi. Nemet odebrał mu miecz
-Już nie będziesz tego potrzebował
-Co teraz?
-Wejdziesz tam, pogadasz, zostaniesz królem. Nie martw się, zaufaj obecnemu królowi, on zna przepowiednie. Będzie wiedział co robić. - po tych słowach otworzył drzwi i wepchnął Erh do środka. Erh zobaczył wielki stół zastawiony ogromną ilością jedzenia. Na jednym z końców siedział mężczyzna, był w trakcie posiłku. Gdy zobaczył Erha wstał i podszedł mówiąc:
-Witaj, witaj, czekałem na ciebie. Chodź, zjesz coś. Siadaj. Częstuj się czym chcesz.
-Eee... dziękuję.
-Nie ma sprawy. W końcu przybyłeś. Powiem ci szczerze, że to czekanie zaczynało mnie już męczyć. I było cholernie kosztowne. Codziennie tyle jedzenia się marnowało. Ale cóż, gdybyś przyszedł a ja bym nie miał suto zastawionego stołu, ale to by była wpadka. Ale o wszystko zadbałem. Wyjaśnili ci jaka jest twoja rola.
-No nie za bardzo.
-Prosta sprawa. Masz swoją elokwencją, sprytem oraz dobrem przekonać mnie ze jestem złym królem a ty byłbyś lepszym.
-Jesteś złym królem?
-Nie pytaj tylko stwierdzaj.
-Jesteś złym królem.
-Nie!
-Nie?
-No przecież nie możesz tak łatwo mnie przekonać, próbuj dalej.
-Jesteś.
-Nie.
-Tak.
-Nie...
-Tak!
-No dobra przekonałeś mnie. Jestem złym królem, ty będziesz lepszym. Napraw to co ja czyniłem złego memu ludowi. Tadam! Koniec. Przepowiednia się wypełniła.
-Już?
-Tak, już. I tak masz lepiej, jak obejmowałem tron to musiałem stoczyc pojedynek z poprzednim królem, z tym dobrym, wiesz tak na zmiane, dobry-zły, dobry-zły. Nawet nie wiesz jak taki pojedynek może zmęczyć. Ponadto zgodnie z przepowiednią musiałem go wygnać. Wiesz ile z tym problemu. Nie moge go zaprosić do siebie na szachy nawet. Muszę do niego chodzić. A to wyjatkowo dobry przeciwnik.
-Ty chyba nie jesteś takim złym królem.
-Ech... Czy to moja wina, że urodziłem się jako siódmy syn czwartej córki w siódmą pełnie w roku? Myślisz ze się zgłosiłem na ochotnika. Myslisz, że zabijanie jednego noworodka miesięcznie to taka przyjemną rzecz. No ale nic taki mój los. Przepowiednia.
-Ale to tylko przepowiednia. Nie trzeba tak robić.
-Przepowiednie zawsze się spełniają. Najlepiej zrobisz jak się im poddasz. Gdybym z tym walczył na pewno przytrafiło by mi się coś co zmieniło mnie w potwora i zabijałbym więcej niż tego jednego symbolicznego noworodka na miesiąc. Już dawno ludzie się nauczyli, że z przepowiednią nie wygrasz.
-To wszystko...- nie dokończył, do pomieszczenia wbiegło kilkunastu zbrojnych, którzy ich ogłuszyli.


Rozdział 9


John nie wierzył swojemu szczęściu. Ostatni dzień treningu. Stan złamał nogę. Przewrócił się idąc prosta drogą. Tak po prostu. Nie mógł spać cała noc. Reszta chłopaków też miała ten problem.
-To już jutro panowie – powiedział Bob
-Trochę się boje – powiedział James
-Jak każdy z nas. Ale wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ukończyliśmy trening...
-Tak tygodniowy kurs jak podróżować w czasie – zaśmiał się Viktor – trochę krótko – zaśmiał się ironicznie Viktor.
-A myślisz, że czego mogli by nas więcej nauczyć – odpowiedział mu Alex – nikt przed nami tego nie robił więc nie wiedzą czego się spodziewać.
-Panowie nie gadajmy już spróbujmy zasnąć, przed nami pracowity dzień – zakończył rozmowę John. Gdy rano się przebudził, nie pamiętał czy coś mu się śniło. Podczas śniadania został wezwany do dr. Milgreada. Wszedł do jego gabinetu, Mike siedział w swoim fotelu.
-Mike. Coś się stało – zapytał wchodząc.
-Stan złamał nogę...
-Sam w to nie wierzę.
-Mam jednak dla ciebie złą wiadomość.
-Co jest?
-Nie wyruszysz razem zresztą chłopaków.
-Jak to?
-John... To jest dużo bardziej niebezpieczne niż myślisz... - Milgread podsunął mu zapisaną kartkę.
-Co? - John spojrzał na kartkę. Było na niej napisane „Pokój jest na podsłuchu. Gdybym powiedział ci prawdę byśmy byli trupami. I tak wiele ryzykuje. Proszę cię, zrezygnuj.”
-Nie ma mowy Mike. Zdaje sobie sprawę, że ogromnie ryzykuje. Ale kasa jest mi niezbędna.
-Tu chodzi o twoje życie!
-Chodzi też o życie mojego syna! Nie poradzimy sobie bez tej kasy.
-Wolisz, żeby twój syn miał kasę i nie miał ojca?!
-Żebyś wiedział. Chcę mu zapewnić przyszłość. A inaczej sobie nie poradzimy z Kate. I tak już musieliśmy sprzedać mieszkanie. Za miesiąc wprowadzamy się do rodziców. Cztery, a już nie długo pięć osób w dwópokojowym mieszkaniu!
-John! Przecież możecie liczyć również moją pomoc.
-Ta, jasne. Przecież doskonale wiem o twoich długach człowieku. Masz większe długo niż ja zarobiłem przez cale moje życie. Ja i Kate razem wzięci. Nie ma opcji stary. Już podjąłem decyzje. Myślisz, że się ciesze na myśl, że być może zginę?
-No nie...
-No właśnie! Ale nie ma innej możliwości. Albo ryzykuje albo moja rodzina jest zrujnowana i bez przyszłości. Sprawa jest jasna, nie zrezygnuje.
-Już zrezygnowałeś.
-Co?
-Poinformowałem generał Milcha, że rezygnujesz.
-Co? Chyba sobie jaja robisz.  Przecież jest już za późno na takie zmiany. Do wykonania planu niezbędnych jest pięć osób.
-Znalazłem kogoś na twoje miejsce.
-I przeszkoliłeś go w ramach programu „tygodniowy kurs w piętnaście minut”?!
-To już nie twoja sprawa.
-No chyba, że moja. Mike ja wezmę w tym udział. Nie powstrzymasz mnie. Dzięki za troskę stary, ale jestem dorosły i podejmuje się tego ryzyka - John wstał i skierował się do drzwi.
-John...
-Odpieprz się. Idę do Milcha, żeby mnie przywrócił


Rozdział 10


Erh'a przebudziło światło wycelowane prosto w jego oczy. Próbował się rozejrzeć, nie był w stanie. Nie mógł się ruszyć.
-Kim jesteś – padło pytanie
-Nie wiem. Mówią na mnie Erh – odpowiedział
-Jak to zrobiłeś. Jak to zrobiłeś, że tak nagle pojawiłeś się tam na polu?
-Nie wiem, nie pamiętam.
-Wiesz co grozi za podszywanie się pod podmiot przepowiedni?!
-Nie...
-To się kurwa dowiesz! A teraz gadaj! Po co to zrobiłeś
-Mówię, że nie wiem!
-Spokojnie, chcemy ci pomóc – głos się zmienił, stał się cieplejszy, prawie przyjemny.
-Ale ja nic nie wiem. Nic nie pamiętam. Nie rozumiem co się ze mną dzieje.
-Spokojnie... Będziemy z tobą szczerzy. Ty w zamiast powiesz wszystko co wiesz. Pozwól nam sobie pomóc. Chcemy grać z tobą uczciwie. Dobrze?
-Ok
-Co?
-Znaczy... zgadzam się.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zorientowałeś się już jak działają przepowiednie?
-Tak, chyba tak... Wszyscy działają zgodnie z nimi.
-Przepowiednie to my. Te prawdziwe dawno już się skończyły. Nie istnieją. Istnieją tylko te nasze. Spreparowane. Wiesz jak łatwo sterować ludźmi, którzy wierzą w przepowiednie. Tak głęboko jak ludzie tutaj. Nie protestują, nie próbują z tym walczyć i my na tym korzystamy. I nagle pojawiasz się ty. Pojawiasz się zgodnie ze stworzoną przez nasz przepowiednią. Tylko ze kilka lat za wcześnie. Nasz dział realizacji przepowiedni ciągle pracował na sposobem efektownego pojawienia się podmiotu. Wiesz takie efekciki zawsze pomagają. I nagle pojawiasz się ty. Więc wytłumacz mi o co chodzi.
-Nie wiem... czysty przypadek, nie wiem skąd się tam wziąłem.
-Dosyć tego – głos znów był agresywny – Nie chciałeś po dobroci, twój wybór. Magu, zeskanuj go!
Ból, ogromny, niewyobrażalny ból, z epicentrum w środku głowy. Erhowi  wydawało się, że trwa to wieczność. W końcu ból minął.
-Mówi prawdę, nic nie wie.
-Cholera jasna, No trudno. Dobra mocno nam nakiełbasiłeś. Musimy teraz szybko znaleźć kogoś na twoje miejsce.
-A co ze mną?
-Ty? - zaśmiał się głos – Ty wylądujesz w wieży.

Rozdział 11


-Wszystko gotowe! - krzyknął młody mężczyzna siedzący za komputerem.
-Panowie gotowi? - zapytał dr. Milgread.
-Tak! - dość nierówno odkrzyknęła mu cała piątka.
-No to zaczynamy. - Milgread nacisnął przycisk uruchamiający procedure. Klatka, w której znajdowali się mężczyźni zabłysła jasno-czerownym światłem. Milgread spojrzał na wojskowego stojącego obok niego. Ten kiwnął głową. Doktor wcisnąl drugi przycisk. Pokojem zatrzęsło. Wszystko zgasło. Po chwili powrócił prąd.
-Dobra robota. Ciesze się, że wszystko poszło zgodnie z planem. – powiedział wojskowy.
-Nie sadzi pan, że powinniśmy im powiedzieć prawdę.
-A co niby im mieliśmy powiedzieć?
-To, że już kilka grup podróżowała w czasie i że nie jest to do końca to co oni będą robić. Że spróbujemy zakłócić transfer, tak by nie skakali z nitki na nitkę, że próbujemy ich wybić poza nitki.  
-Jakie nitki?
-No w inny świat! W świat, który znajduje się poza płaszczyzną światów analogicznych do naszego. Że byli tylko pojemnikami na nadajnik tak byśmy mogli tam samodzielnie trafić. Że najprawdopodobniej trafią w nicość i zginą. Że szansa na trafienie na jakiś inny świat jest nie wielka!
-Wie pan co doktorze. Sądzę, że powinniśmy im powiedzieć. Ale nie ja o tym decyduje ani nie pan...
-Doktorze! - krzyknęła kobieta siedząca przy radarze.
-Co jest?
-Mamy sygnał!
-O kurwa, który?
-Numer 5.
-John... - wszyscy obecni na sali zaczęli klaskać.
-No i widzisz doktorze – powiedział wojskowy – co najmniej jeden przeżył i my go uratujemy, może reszta też tam jest, tylko ich nadajniki uległy uszkodzeniu.
-Mam nadzieje.
-Jeśli tylko tam przeżyje, dotrzemy do niego za kilka dni.


Rozdział 12


Erh był w wieży dopiero drugi dzień a już był bliski obłędu. Ból jaki mu tu sprawiali był nie do wytrzymania. Ledwo co widział. Miał jeszcze trochę czasu do wieczornego seansu. Swoją cele dzielił, ze starszym mężczyzną.
-Długo nie wytrzymasz młody człowieku – powiedział starzec. Erh próbował odpowiedzieć, lecz nie był wstanie.
-Masz – powiedział starzec, wręczając mu ostry kawałek metalu – Skoro i tak wiadomo, że nie wytrzymasz, skróć swe cierpienie. - Erh spojrzał na przedmiot – Ale nie rób tego tutaj. Poczekaj, zabierz ze sobą choć jednego z nich. Po seansie. Gdy ból minie to będzie twoja szansa. Musisz się przełamać. Mag jest wtedy przez chwile osłabiony i zdezorientowany. Zaufaj mi, trochę już tu siedzę. Sam będziesz otumaniony ale musisz się chłopcze wysilić. Zaatakować. Celuj w szyje. Jeśli ci się nie uda Mag zabije cię najprawdopodobniej w napadzie gniewu. Módl się o to. Ale lepiej, żebyś nie spieprzył sprawy. Będziesz miał wtedy chwile. - Erh był dopiero po dwóch seansach ale wiedział, że starzec ma racje, nie wytrzyma tu długo. Oszaleje z bólu.
-Zrobię...- nie był w stanie dokończyć.
-Tak chłopcze, zrobisz to. Śmierć jest lepsza od szaleństwa. A szaleństwo jest tu pisane wszystkim, prędzej czy później, nawet mnie. Erh wsadził przedmiot za pas który oplatał go w biodrach. Rozcinał mu skórę, lecz nie mógł ryzykować, że go odnajdą. Musiał go użyć.

Rozdział 13


Erh wył z bólu. Mag stał tuż przed nim. Była polowa seansu gdy nagle w pomieszczeniu rozbłysło światło. Pojawiła się piątka dziwacznie uzbrojonych mężczyzn. Zapadła cisza. Mag odskoczył z przerażenia pod ścianę. Półnagiemu mężczyźnie siedzącemu naprzeciwko piątki głowa opadła na pierś.
-Muszę... - wymamrotał. Jeden z mężczyzn podszedł do niego.
-Już wszystko... - nie dokończył. Erh wyciągnął zza pasa przedmiot i ciął na wpół ślepo. Trafił mężczyznę w szyję.
-Doktorze Milgread – krzyknął jeden z pozostałych.  Padły strzały. Erh nie żył. Ranny mężczyzna leżał na ziemi, mocno krwawiąc z szyi.
-Kurwa! On nie przeżyje! Powrót mamy dopiero za dwanaście godzin! Kurwa! - załkał najmłodszy z pozostałem czwórki. Inny podszedł i uklęknął koło rannego.
-Spokojnie... Wszystko będzie dobrze doktorze – podniósł głowę i spojrzał na drugiego trupa. - O Jezu.
-Co jest?!
Spójrzcie na niego – powiedział wskazując na postrzelonego mężczyznę.
-Przecież to... to... doktor Milgread.
©2009 ~dumbo500
:icondumbo500:

Author's Comments

świeża rzecz więc zapewne jeszcze z czasem będę coś w tym zmieniał - błędy poprawiał chociażby. I w końcu zrobiłem coś z rozdziałami (rozdzialikami bo są tyci tyci ale się ciesze, że wogóle są;)
03-04-09 - wstawiam versje zmienioną (mam nadzieje, że na lepsze); wczesniej mi się już bardzo podobało a teraz to jeszcze dużo bardziej; planuje dalej nad tym pracować i to rozwijać.

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconthelittlebassist:
Ta wizja świata rządzonego przepowiedniami jest wręcz powalająca. Bardzo fajne, naprawdę się rozwijasz.
:icondumbo500:
dzięki Rysiu - mój wierny komentatorze. Kiedyś muszę się postarać i coś w ramach rewanżu skomentować u ciebie ale to wpierw muszę popracować nad dyplomacją jak powiedzieć, że się podobało nie próbując udawać, że zrozumiałem poezję Twą.

Details

March 29
46.5 KB

Statistics

2
1 [who?]
93 (0 today)
0 (0 today)

Site Map